O autorze
Wrocławianin, student politechniki, bywalec sudeckich szlaków, kibic. Swoją karierę sportową rozpoczął w wieku 10 lat, zaś zakończył mając lat 12. Polski sport nie stracił jednak wiele, gdyż co to byłby za bramkarz piłki ręcznej co ledwo na jeden i trzy ćwierci metra od ziemi odstaje. Pozostało więc obcowanie z wielkim sportem z boku. Patrzenie i opisywanie.
Współpracownik serwisu PubSport.pl.

Złoty paluch Bródki

Cały świat wstrzymał oddech. W hicie nad hity fazy grupowej turnieju hokeistów Rosjanie walczyli z Amerykanami. Pełne nerwów i emocji trzy tercje. A potem jeszcze dogrywka. I rzuty karne. Setki milionów ludzi wstrzymało oddechy. A tymczasem kilkaset metrów dalej działy się rzeczy, które z zapartym śledziło trochę mniej ludzi. Cała Holandia, cała Polska i kilku pasjonatów z innych krajów. Ot, takie lokalne wydarzenie. Anonimowy dla świata strażak wygrał złoty medal olimpijski o błysk płozy. I został bohaterem czterdziestomilionowego kraju.

3 tysięczne sekundy. Przy prędkości niespełna 50 kilometrów na godzinę są to mniej więcej cztery centymetry. Czyli wymiar rzędu długości palucha. Gdyby biegli obok siebie, powiedzielibyśmy, że obraz z fotokomórki nie pozostawia żadnych złudzeń. Ale Zbigniew Bródka i Holender Verweij biegli w innych biegach i różnica ta staje się absurdem i groteską. Włodarze niektórych federacji uznali, że nie warto korzystać z tej całej cudnej techniki pomiarowej i pomiar do setnej, albo i nawet dziesiątej części sekundy będzie wystarczający. Pech dla Holendra, że Międzynarodowa Unia Łyżwiarska ma inne zdanie na ten temat.

Ale cóż się rozwodzić nad reprezentantem kraju tulipanów. Ma prawo im być szkoda, wszak wielce prawdopodobne, że tych trzech tysięcznych zabraknie im do zdobycia kompletu złotych krążków w męskich panczenach na tych igrzyskach - zarówna na 10 000 metrów, jak i w biegu drużynowym pewnie znowu zatryumfują. I medali mają już tyle, że trudno będzie spamiętać te nazwiska. A my mamy tego swojego rodzynka, które będziemy od dziś ubóstwiać. Bo każdy medal jest dla nas wielką radością. Choć chciałbym dożyć chwili, w której trudność sprawiałoby wymienienie z pamięci wszystkich polskich medalistów ZIO. I żeby nie wynikało to z mojego zaawansowania wiekowego. Oczywiście, mniej ciekawie by było żyć w takich Stanach Zjednoczonych i wieczornych wiadomościach podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich słyszeć prezenterkę mówiącą "dziś nasi sportowcy zdobyli 2 złote, 4 srebrne i 2 brązowe medale". Toż to nawet następnego dnia nazwisk można już nie pamiętać. U nas jest skromniej z krążkami, ale przynajmniej każdy jest już kimś. Każdego historię poznajemy. I fascynujemy się nią, bo zazwyczaj jest to historie pod tytułem "sukces pomimo".

Nie inaczej jest w tym przypadku. Zbigniew Bródka jest mistrzem olimpijskim pomimo tego, że urodził się i żyje w kraju, w którym nie ma całorocznego obiektu do jego dyscypliny, a i te sezonowe nie powalają na kolana. Przynajmniej w przenośnym tego sformułowania znaczeniu. Pomimo tego, że musi dzielić karierę sportową z byciem zawodowym strażakiem, żeby mieć spokojny byt finansowy. Po tej wielkiej wiktorii będzie już łatwiej. Przynajmniej dla niego. Czy dla całego polskiego łyżwiarstwa szybkiego? Oby.
Trwa ładowanie komentarzy...