Kwiatkowski mistrzem świata - Polska mistrzem świata

Michał Kwiatkowski mistrzem świata w kolarstwie szosowym w wyścigu ze startu wspólnego. Wygrana w wspaniałym stylu, w sposób absolutnie bezdyskusyjny. Był najmocniejszy. Wszyscy rywale tak mówią. Nie został odpuszczony, zlekceważony. Po prostu w chwili jego ataku nikt nie był w stanie złapać jego koła. Po bardzo głębokim oddechu przejścia polskiego kolarstwa ze światka amatorskiego na zawodowe salony, w końcu jesteśmy marką i siłą. Z Kwiatkiem na samiutkim szczycie, ale też z coraz mocniejszą podstawą.

Kolarstwo szosowe oglądam od kilkunastu lat. Pamiętam jeszcze wielkiego i niesplamionego hańbą Armstronga, pociągi zespołu Fassa Bortolo wyciągające Alessandro Petacchiego na kreskę podczas Giro d’italia, czy też Bettiniego ogrywające sensacyjnego Portugalczyka Paulinho na igrzyskach w Atenach. I pamiętam też wyszukiwanie tego jedynego, o ile był, Polaka w peletonie podczas Tour de France, czy też Giro. Którego sama obecność dawała radość. We Włoszech był to najczęściej Sylwester Szmyd, którego ciężka praca na górskich etapach już była powodem do dumy. Choć pamiętam i rok 2003 i jedyny w historii start polskiej ekipy zawodowej w trzytygodniowym wyścigu, CCC-Polsat, które zawdzięczało zaproszenie zakontraktowaniu na jeden rok Pavla Tonkova – zwycięzcy tego wyścigu z 1996 roku i zdobywcy drugich miejsc w dwu kolejnych edycjach.

W 2009 Szmyd wygrał etap Criterium du Dauphine Libere na słynnym podjeździe pod Mont Ventoux. Ja piszę słynnym, ja z pamięci jestem w stanie bez literówki napisać ówczesną nazwę tego francuskiego wyścigu, ale w powszechnej świadomości sukces ten pojawił się może co najwyżej podczas wiadomości sportowych i został zapomniany przed prognozą pogody. Polskie kolarstwo to był Tour de Pologne, którego miarą sukcesu była obecność wielkich gwiazd zagranicznych. Ale w tak zwanym międzyczasie polska zdolna młodzież wyjeżdżała za granicę. Przemek Niemiec, mając 22 lata, uczynił to w roku 2002. W 2004 roku 19-letni Maciej Bodnar. 23-letni Michał Gołaś w 2007. Rok później 22-letni Maciej Paterski. W 2011 21-letni Paweł Poljański. A rok wcześniej 20-letni Michał Kwiatkowski. Tych sześciu zawodników było wczoraj w składzie Polaków i pojechało po mistrzostwo świata. Ci zawodnicy pokazali, że w polskim kolarstwie drzemie ogromny potencjał. Istnieje teoria, że we wcześniejszych latach zduszany mniejszym postępem technologiczno-farmaceutycznym (czyt. dopingiem) na naszym krajowym podwórku. I że to walka z dopingiem przyczyniła się do wyrównania szans. Polaków na grand tourach zaczęło się robić coraz więcej. Ale to dalej nie było to.

Doszliśmy do roku zeszłego i początku bieżącego. Wysokie miejsca Kwiatka w słynnych klasykach – znowuż wielka radość w kolarskim światku. Ale wciąż tylko w nim. Pierwsza dziesiątka zeszłorocznego Giro dla Niemca i Rafała Majki. Z jednej strony marzyliśmy o tym od lat – z drugiej wciąż chcieliśmy więcej. To jeszcze nie był ten moment.

W końcu przyszły wspaniałe chwile Rafała Majki – kolejnego zawodnika, który wyjechał z Polski mając ledwo 20 lat. Dwa wygrane etapy Tour de France. To już był prawie ten moment. Już historia działa się nie tylko na oczach garstki zapaleńców, ale i całej Polski. Ale wciąż chcieliśmy jeszcze więcej. Rafał Majka wygrywa Tour de Pologne. Sukces w domu, na naszych oczach. Na szosach którymi jeździmy. To już mógł być ten moment. Że zamiast kwiatkomanii zrobiła się majkomania nie miało większego znaczenia. Zresztą ciężko pisać o jakichś maniach. Ale chciało się je kreować. Na chwałę polskiego kolarstwa szosowego. Niewyobrażalna była ta zachłanność – jeszcze pięć lat temu wyszukiwaliśmy Polaków w środku peletonu...

I w końcu dzień wczorajszy. Mistrz świata to tytuł działający na wyobraźnię. Dziś na pewno nie ma tematu „chcemy więcej”. Ale w marcu zacznie się nowy sezon. Ba, ten się jeszcze nie skończył. I będziemy chcieli więcej. Ale czy wyżej? Pewnie też. Przecież mamy człowieka, Rafała Majkę, na którego patrzy cały świat czekając, aż w końcu wskoczy na podium któregoś z Grand Tourów.

No właśnie. Cały świat patrzy. Budowanie marki kolarstwa szosowego na naszym krajowym podwórku to jedno. Wczoraj Polacy zbudowali sobie markę przed całym światem. Wymieniłem szóstkę naszych zawodników, którzy za młodu wyjechali za granicę. Ale było jeszcze trzech pozostałych. Bartek Huzarski, który w polskich ekipach zawodowych jeździł prawie do trzydziestki oraz Bartłomiej Matysiak i Michał Podlaski, którzy nie wyjechali z kraju do dziś. I którzy potrafili wziąć na siebie ciężar wyścigu o mistrzostwo świata. Niektórzy spośród Polaków nieomal tylko z telewizji znali zawodników, którzy nawet nie zmieścili się w kadrach Hiszpanii, Holandii, czy Belgii.

Kolarstwo to najbardziej zespołowy ze sportów indywidualnych, zwykło się mówić. I wczoraj Polska była wielkim zespołem. Rywale mogli sobie przecierać oczy ze zdumienia oglądając zawodników z drużyn prokontynentalnych, czyli drugiego rzędu ekip zawodowych, prowadzących wyścig. Michała Podlaskiego, z „trzeciej ligi” drużyn zawodowych nadającego tempo.

Ale być może już niedługo będą jeździć w ekipach prokontynentalnych. Z jednej strony powoli, acz systematycznie do grona najlepszych ekip świata zbliża się CCC Polsat Polkowice. Zaś z drugiej, Polacy wczoraj, jednego popołudnia, zrobili ogromny krok w budowaniu marki naszego rodzimego kolarstwa. A i buduje się ono oddolnie, z dala od kamer telewizyjnych i prasy. Wyścig Tour de Norway wygrał w tym roku Maciek Paterski. Narodowy wyścig w Serbii padł łupem Jarosława Kowalczyka. Kamil Gradek wygrał Tour de China I i był trzeci w Tour de China II. Ten stawiany przez nas kolos z gliny nóg nie ma.

My, fani kolarstwa, doczekaliśmy się. Polaków walczących o największe sukcesy. I te mniejsze. Będących na czołach peletonów. Pracujących i wygrywających. No, jeszcze tylko gdybyśmy się doczekali sprintera z prawdziwego zdarzenia…

Ale dziś to nieważne. Michał Kwiatkowski mistrzem świata. 12 miesięcy jeżdżenia w tęczowej koszulce przed nim. Co najmniej 12 miesięcy. Za rok trasa będzie wprawdzie nieco łatwiejsza, chyba trochę mniej odpowiadająca specyfice i stylowi jazdy Kwiatka. Ale czy rok temu mistrzostwa świata Polaka też nie wydawało się mało prawdopodobne?
Trwa ładowanie komentarzy...